Do startu pozostało:
Sponsor główny
Dofinansowanie
Koła, kółka - jedna spółka

Mój pierwszy raz

Zastanawiasz się, czy wystartować w Maratonie Sierpniowym?? Przeraża Cię dystans?? Przeczytaj wspomnienia osób, które swój pierwszy start mają już za sobą. Dowiedz się, jakie emocje im towarzyszyły i jak poradzili sobie na trasie, a przekonasz się, że rolki to fantastyczna przygoda, a pokonanie maratonu lub półmaratonu leży w zasięgu Twoich możliwości.



„Przede wszystkim świetna zabawa w gronie znajomych. Zero spinki, zero stresu i kupa śmiechu z naszego wyjątkowo „profesjonalnego” podejścia do tych zawodów. Wystartowaliśmy czteroosobową grupą, w której trójka z nas wyposażyła swoje stopy w zwykłe fitnessowe rolki, czwarta – ja – w rolki do jazdy agresywnej z małymi kółeczkami. Zaraz po starcie zdecydowaliśmy, aby uatrakcyjnić sobie przejazd i dojechać do mety ustawiając „węża”. I tak przez około godzinę śmigaliśmy po Gdańsku podziwiając widoki, śmiejąc się bez przerwy. Dojechaliśmy na metę w mega dobrym humorze, i wcale nie będąc zmęczonym. Na pewno w 2011 znowu wystartuję w Maratonie, bo taka pozytywna rekreacja zapada w pamięć do końca życia.”

Maciek



„Jeszcze trzy lata temu nie przypuszczałam, że w ogóle będę jeździła na rolkach w celach rekreacyjnych, a przez myśl nawet mi nie przeszło startowanie w jakichkolwiek zawodach. Rolkarstwo zawsze wydawało mi się trudniejszą dyscypliną sportu od jazdy na łyżwach, być może dlatego, że łyżwiarstwo nie było mi obce. Początki nie były łatwe, nie obyło się bez wywrotek. Jednak z czasem rolki stały się sposobem na aktywny wypoczynek, miłe spędzenie czasu oraz dbanie o formę i kondycję.
W 2009 roku odbył się I Maraton Sierpniowy w Gdańsku, w którym wzięłam udział jedynie jako kibic. Atmosfera zawodów oraz niezwykła życzliwość widzów zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Kiedy mój mąż otrzymał symboliczny medal za udział w zawodach i ukończenie biegu na dystansie 42 km przyznam, że pozazdrościłam mu i obiecałam sobie, że w przyszłym roku też wystartuję. Tak też się stało. W 2010 roku miał miejsce II Maraton Sierpniowy. Pamiętam, że pogoda na starcie zawodów nie sprzyjała uczestnikom – padał deszcz, jednak nie wpłynęło to negatywnie na entuzjazm i wolę walki. Dla mnie wysiłek był ogromny i momentami ciężko było zmobilizować organizm do dalszej pracy. Dodatkowo przytrafiła mi się wywrotka. Jednak w towarzystwie znajomych nic nie stanęło na przeszkodzie ukończenia biegu. Na mecie otrzymałam medal i gromkie brawa od osób dopingujących zawodników, podobnie zresztą jak każdy uczestnik, niezależnie od wieku, płci oraz umiejętności. Chociaż startowałam w kategorii półmaraton – 21 km to wiadomość SMS od organizatorów II Maratonu Sierpniowego z informacją o wyniku, z jakim ukończyłam zawody, zachowałam do dnia dzisiejszego. Już dziś planuję udział w Maratonie i trenuję o ile tylko obowiązki życia codziennego na to pozwalają. Bardzo serdecznie polecam udział w Maratonie dla własnej satysfakcji i niezwykłej atmosfery tej imprezy.”

Karolina



„ Dlaczego wystartowałem w maratonie rolkowym? Wyzwanie, chęć sprawdzenia siebie, czy jedno i drugie?
Pierwotnie rolkarstwo było najprostszym sposobem na utrzymanie dobrej kondycji i stanowiło znakomitą alternatywę wobec biegania, za którym nie przepadam. Pływam w lecie na kite, a zimą jeżdżę na nartach. Sporty te, jak każdy wie, są kontuzjogenne, a utrzymanie sprawności fizycznej w dużym stopniu zmniejsza prawdopodobieństwo urazów. Dlatego właśnie wybrałem rolkarstwo, aby zadbać o moją formę.
Jeżdżenie na rolkach rozciąga i wzmacnia mięśnie. Szybkość i łatwość przemieszczania się powoduje, że możemy pokonywać dużo większe odległości. Pokonanie na rolkach 20 km nie jest niczym niezwykłym, ani trudnym, można to zrobić bez systematycznego i długotrwałego treningu , w przeciwieństwie do przebiegnięcia 20 km. Dlatego też sport ten stał się tak popularny.
Po raz pierwszy wystartowałem w maratonie rolkowym Bydgoszcz-Toruń w 2009 r. Na udział namówił mnie kolega z pracy, który już wcześniej, wielokrotnie uczestniczył w zawodach. Pierwszy start był dla mnie bardzo stresujący i nie byłem pewien czy uda mi się przejechać 42km!!! Jednak atmosfera panująca na trasie pomogła mi przetrwać pierwsze 35km. Jechałem w grupie kilku osób, które miały podobne tempo do mojego, nie czułem się osamotniony :) Metę przekroczyłem po 1 godzinie i 48 minutach, byłem z siebie dumny i czułem się spełniony. Kolejne starty przyszły z łatwością. Wystartowałem w maratonie poznańskim, krakowskim i gdańskim, bez większego przygotowania. Oczywiście nie wykręcałem jakiś dobrych czasów, ale dla mnie liczyło się samo wzięcie udziału w takiej imprezie i satysfakcja z dojechania do mety. Zachęcam i proponuję ten sport każdemu, kto chcę się trochę poruszać, a przy okazji wziąć udział w maratonie który jest do osiągnięcia dla każdego.”

Wiktor



„Pomysł wystartowania w maratonie z początku wydawał mi się szalony- w końcu nie jestem zawodowym sportowcem, trenującym na co dzień biegi dystansowe. Po rozpatrzeniu wszystkich "za" i "przeciw" oraz za sprawą licznych namawiań ze strony kolegów, zdecydowałem się na start w Maratonie Sierpniowym na rolkach na dystansie 42,4km. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują! Atmosfera całej imprezy wspaniała. Doping kibiców na trasie oraz chęć sprawdzenia swoich możliwości dodawały skrzydeł rolkom, i nieco zmęczonym nogom na półmetku. Całkiem przyjemnie mijało się zarówno startujących profesjonalistów, jak i rodziny z dziećmi. Wrażenia z trasy na pewno niezapomniane i pozytywne. W maratonie i półmaratonie startowała kilkunastoosobowa grupa moich znajomych oraz moja żona, każdy jechał swoim tempem, jedni szybciej inni wolniej. Wszyscy zmęczeni, ale szczęśliwi spotkaliśmy się na mecie. Nigdy nie sądziłem, że stanę się fanem maratonów rolkowych, ale kusi mnie, aby w tym roku poprawić swój czas przejazdu. Zachęcam wszystkich miłośników i użytkowników rolek do startu w takich imprezach. To nie tylko możliwość sprawdzenia swojej kondycji na trasie, ale przede wszystkim świetna zabawa na świeżym powietrzu.„

Paweł



„Jak przejechałem maraton rolkowy i nie umarłem :)

Podczas mocno już wyluzowanej wieczornej pogawędki z kolegami powstał plan wyjazdu na maraton w Krakowie. Postanowiliśmy przejechać go na rolkach. Po rejestracji i opłaceniu wpisowego pozostało nam już tylko czekać na wyjazd. Ograniczony czas wolny jakim dysponowaliśmy spowodował, że na start maratonu zajechaliśmy prosto z nocnego pociągu.
Bynajmniej nikt z nas nie myślał nawet o spaniu. Trema przed startem i spowodowany nią podwyższony poziom adrenaliny nie pozwalał nam zasnąć i zmuszeni byliśmy zastosować legalnie dostępne w naszym kraju, ale już niekoniecznie w pociągu, środki rozluźniające.
Z lekka niewyspani wbiliśmy się do taksówki w celu dotarcia do biura zawodów. Na miejscu okazało się , że biuro zostało przeniesione na Błonie. Kolejna taksówka i byliśmy na miejscu. Odebraliśmy pakiety startowe, przebraliśmy się, zakupiliśmy dopalacze i ustawiliśmy się na starcie. Tuż przed startem zrobiło się naprawdę tłoczno a wątpliwości co do decyzji o starcie, osiągnęły szczytowy poziom.
START!!!
Ruszyliśmy z około 1min opóźnieniem od wystrzału bo tyle trwało, aż wszyscy przed nami przekroczyli linię startu. Mój największy rywal z grupy wyrwał ostro do przodu i wkrótce straciłem Go z oczu. Postanowiłem oszczędzać siły, a gdzieś koło 10-go kilometra dopadł mnie skurcz i zwątpiłem czy dam radę. Krótka walka umysłu z ciałem i pojechałem dalej. Wokół mnie robiło się coraz luźniej i Kraków zaczął odsłaniać swoje oblicze. Piękne widoki na Wisłę, Rynek, doping przechodniów i rozmowni uczestnicy. Wszystko to spowodowało, że bardzo przyjemnie mi się jechało i nawet się nie zorientowałem jak wyprzedziłem mojego kolegę, który tak mocno pociągnął na początku i znalazłem się powrotem na Błoniach, aby wykonać ostatnie pełne okrążenie po alejkach wokół nich. Na metę wjechałem tuż za najszybszym wrotkarzem. Mój kolega przyjechał jakieś 2 minuty po mnie i wyraźnie nie potrafił strawić faktu, że „starszy pan z brzuszkiem „ tak Go załatwił”. Śmialiśmy się z tego razem jeszcze długo po powrocie do domów.”

Radek